Blog o kolorowej kuchni, o przepisach łatwych i tych trudniejszych, o potrawach tradycyjnych i tych niestandardowych. Inspiracja do zajrzenia do lodówki, do spiżarni, szafki i przyrządzenia czegoś samemu :)

O Kameleonie / kontakt

…moje pierwsze samodzielne wspomnienie z kuchnią pamiętam troszkę przez mgłę i w dodatku nie było takie samodzielne, tylko ze starszym o 2 lata bratem.
Kiedy Rodzice zostawiali nas na chwilę samych w domu, zawsze mieliśmy szalone pomysły. W takiej właśnie okoliczności powstały pierwsze ciasteczka i było to w wieku 4.. a może 5 lat, na szczęście jestem młodszym rodzeństwem 😉 Nie wiem skąd wiedzieliśmy czego ile dodać, ale dzieci nieumiejące jeszcze czytać wszystko przecież zapamiętują. Wspominając pierwsze swoje wypieki, które były niemiłosiernie twarde (bo przecież proporcje i dobieranie składników było z głowy), pamiętam, że miały odpowiedni kształt i dały się upiec. Musiały być potwornymi ciasteczkami, które dumnie pochwalili przerażeni rodzice 😉 Ach szkoda, że nie mam żadnego zdjęcia tego wyczynu 😉

Później była posada „sous-chef” Mojej Mamy, mistrzyni kuchni niemającej sobie równych. Następnie był etap pieczenia „murzynków”, robienia tarteletek, pieczenia chleba..

Kubki smakowe przechodziły swoje etapy od jedzenia mięsa i niejedzenia warzyw, poprzez niejedzenie nabiału, później jedzenia tych produktów. Finalnie po wielu latach, cudownych godzinach siedzenia z nosem w książkach i zgłębiania wiedzy na temat dietetyki, wartości odżywczych, co warto a co nie warto.. kubki smakowe (za pewne za sprawą zdrowego rozsądku) wybrały dietę bogatą w warzywa i owoce, nabiał pod różnymi postaciami, konsystencjami i smakami, zboża i ziarna, pojawiają się też ryby, jajka.. jedynie mięso zostało na marginesie i zdarza się.. kilka razy do roku 🙂

 

Moje najważniejsze zasady w kuchni:

Zdrowo i kolorowo!

  • Z każdego posiłku robimy małe święto, cieszymy się chwilą, nie jemy w pośpiechu 🙂

  • Jedzenie odbieramy każdym zmysłem – Smakiem, Węchem, Wzrokiem, Dotykiem, Słuchem (wbrew pozorom również jest ważny – szelest łamanych faworków, kęs soczystego jabłka, skwierczący olej).

  • Jako, że jemy „oczyma” a sposób podania wyostrza nasze zmysły, zwracamy uwagę na wizualny aspekt jedzenia 🙂

  • Nawet najprostsza potrawa, chociażby kanapki przygotowywane samemu (a szczególnie dla kogoś) są lepsze i smaczniejsze, bo włożyliśmy w nie serce!

  • A po za tym i po raz kolejny.. zdrowo, bo po za wszystkimi przyjemnościami jak ciekawe smaki dla podniebienia, wspaniałe zapachy, wizualne bodźce: kolory, tekstura, kształty – jesteśmy tym, co jemy i jest to nasze życiowe „paliwo”.

  • I na koniec – zdrowy umiar we wszystkim, nawet w robieniu wyjątków od zdrowego rozsądku 🙂

 

Inspiracją do powstania blogu było moje ♥.
Zamiłowanie do eksperymentowania oraz fakt, że wszystkie przepisy znajdowały się zawsze w głowie, a nawet jak już któryś wylądował w przepiśniku, to i tak nie był spisany co do grama  tylko „na oko”, powodowało, że za każdym razem potrawa była inna. Ciężko było czasami sprostać prośbie „A dasz mi przepis?”. Dlatego też od jakiegoś czasu – waga, notatki, a od jakiegoś czasu również zdjęcia, są na porządku dziennym podczas kucharzenia 🙂
I tak powstał i powstaje nadal Kameleon Kulinarny 🙂

Lubicie czytać, oglądać?
Zapraszam i życzę miłego wędrowania po stronach Kameleona 🙂

 

Pozdrawiam,
Kameleon Kulinarny
kameleon.kulinarny@wp.pl

 

P.S.

Jako, że nie wiem czy wspomnienia „zupy w słoiku” są moimi własnymi wspomnieniami, czy zwizualizowałam je przy okazji licznych, a raczej niezliczonych opowieściach rodzinnych, nie zaczęłam pisać od nich.. ale tak, muszę się przyznać. Pierwszą kulinarną akcję datuje się jeszcze wcześniej niż ciasteczka 😉 Choć również to było w asyście Starszego Brata 😉 I tylko dlatego nie doszło do katastrofy słoikowo-zupowej, bo podpatrzyli nas Dorośli, zupę uratowali a do dziś dzień lubią opowiadać o „zupie w słoiku”. O zupie gotowanej w słoju, nie wiadomo skąd wziętym, na starej kuchni, opalanej pewnie drewnem, w magicznym dla mnie zakątku Polski, na Pojezierzu Krajeńskim 🙂