Kulinarne wzloty i upadki 2019 roku

Kulinarne wzlotyupadki 2019 roku czyli kameleonowe strzały w dziesiątkę oraz przepisy, które nigdy nie zagościły na blogu…

 

Na początku dodam, że rok 2019 był rokiem przeznaczonym na większą niż zawsze ilość eksperymentów i poszukiwań.. Był to czas aby chwasty zagościły na talerzu jak również na produkcję serów, kolejnych tart, ciast i oczywiście wszelkiego rodzaju przetworów, nalewek, kiszonek i innych cudawianek prozdrowotnych i probiotycznych 🙂

To takie małe podsumowanie 2019 oraz zapowiedź niektórych przepisów, które ukażą się w 2020 😉

Zacznijmy od upadków czyli tego, co nie zagości jako przepis na blogu..

Odkąd pamiętam jarzębina było używana u mnie w domu do robienia przetworów. Również od wielu lat jestem miłośniczką owoców czy płatków dzikiej róży.. szybko więc zauroczyłam się serią książek m.in o chwastach pewnej Pani doktor z biochemii, która w kuchni wykorzystuje niekonwencjonalne dla ogółu produkty spożywcze. Postanowiłam pójść dalej w te (wydawało mi się) cudowne smaki… Ale jak się okazało nie wszystkie te smaki są tak cudowne.. no przynajmniej moje kubki smakowe nie na wszystko się zgodziły. Lubię konkretne, doprawione, nie boję się gorzkiego, kwaśnego.. ale..

Przyszła wiosna i stwierdziłam, że czemu by nie spróbować SZYSZEK MARYNOWANYCH, które tak zachwala autorka książek (nie będę pisała kto to ponieważ nie chcę robić antyreklamy – książki zapewne oprócz kilku “niewypałów” są piękne a na pewno.. oryginalne). Wielką przyjemność sprawiło mi jeżdżenie po nie. Równie dużą, bo byłam jeszcze pełna nadziei na spróbowanie czegoś wyjątkowego, przygotowywanie. W słoikach wyglądały bajecznie… aż nie chciałam ich chować z kuchennego blatu…
Zobaczcie sami…

 

Ciągle tylko jeździłam po ocet jabłkowy, którego za każdym razem okazywało się, że jest za mało.. Znajomi również czekali, dopytywali kiedy będą rezultaty, kiedy czegoś spróbują..

Aż i nastała długo wyczekiwana chwila otwierania i próbowania. A tuż za nią – moment niepewnego gryzienia, żucia, i już później tylko plucia, zdziwienia, śmiechu i dopiero na koniec wyrzucania wszystkiego do kosza.
Jeśli chcecie spróbować czegoś zdrewniałego bez smaku, co nawet ładnie drzewnie pachnie – róbcie szyszki w słoikach 😉 Ale jeśli jesteście realistami..

..polecam raczej pójść na łąkę w maju i pozbierać naszych zwykłych, pospolitych mleczy i zrobić z nich najcudowniejszy, przepięknie pachnący MIODEK MAJOWY. Można go użyć do herbaty, do ciasta, jako aromat, jako słód… a po za tym jest bardzo zdrowy 🙂 I łatwiej go nazbierać niż skakać po szyszki 😉

Ale nie szukajmy daleko, by znaleźć kolejny super produkt POKRZYWA! I cudny SOK Z POKRZYWY, którego (prozdrowotnie) zrobiłam na prawdę sporo. Zdrowy, naturalny, zaskakujący.. Należy tylko pamiętać aby zbierać w rękawiczkach i jedynie wiosną, kiedy listki są młode i zdrowe oraz odpowiednio go przyrządzić (z cytryną, pomarańczą, kwaskiem i jakimś słodem) . W kolejnym roku myślę, że na blogu pojawi się więcej przepisów z użyciem tego cudownego chwasta.. 🙂 Można go przecież wykorzystać podobnie jak szpinak – do pierogów i przeróżnych farszy.

Co było dalej…

KISZONA RZODKIEWKA, która chodziła za mną chyba ze 2 lub 3 lata i w końcu się zdecydowałam wypróbować.. I.. wygląda pięknie jak wszystkie kiszonki na początku.. w trakcie kiszenia traci już swój bajkowy urok… a jeśli chodzi o smak…  nadal nie wiem czy smakuje jak ogórek kiszony dla Anglika czy jak kiszony śledź dla Polaka.. ale na pewno jest to coś wyjątkowego i  trzeba się do tego smaku przyzwyczaić… jak do flaków, oliwek, wątróbki czy nawet zwykłych śledzi 😉 Myślę, że może ciekawie urozmaicić niejedną sałatkę.

Kiszonki… nie poprzestałam tylko na tym… KISZONE i MARYNOWANE NOSKI KLONU! Myślicie, że są smaczne? Możecie próbować sami, ale wg mnie – to wyjątkowo ciekawa propozycja, zaskakująca, ale bardzo pozytywnie.. to taka mała zapowiedź. Przepisy będą pojawiały się w swoim czasie.. czekały na 2020 rok i potrawy, w których je wykorzystam. Na pewno marynowane noski klonu będą idealne do koreczków i sałatek i.. nie będzie się po nich pluło jak po marynowanych szyszkach gdyż są delikatne i bardzo ciekawe w smaku 🙂

Kolejna nowinka, oczywiście nowość tylko w mojej kuchni, ponieważ kwiaty jak i owoce tej rośliny wykorzystuje się od lat:

LEMONIADA Z KWIATÓW CZARNEGO BZU, która okazała się hitem. Z kilkudziesięciu słoiczków zostało tylko zaledwie kilka i na pewno produkcja będzie powtarzana w kolejnych latach.

SOFTCRAB – czyli krab w miękkiej skorupce, którego przygotowywałam na warsztatach we Wrocławiu był sporym zaskoczeniem. Po pierwsze – łatwość przygotowania a poza tym nie znałam tego produktu..

NAJWIĘKSZYM ODKRYCIEM, nazwałabym to nawet darem tego roku było rozpoczęcie PRODUKCJI SERÓW – przede wszystkim goudy i tylżyckiego czyli nie białych, bo sery białe to na prawdę pikuś.. sery żółte to już duży rozdział i mógłby powstać na ten temat cały oddzielny dział lub nawet blog. Skończyło się na tym, że nie jesteśmy już w stanie kupić zwykłego żółtego sera i zajadamy cały czas sery robione w domu. Jest z nimi sporo zachodu i nie chodzi o samą produkcję, odmierzanie, pilnowanie temperatury, ale o dojrzewanie. Sery muszą mieć odpowiednią temperaturę i wilgotność, w której dojrzewają. I jest to bardzo ciężkie do utrzymania w mieszkaniu czy domu. I mimo, że czasem w domowej produkcji oczka wyszły za małe, że czasem była zbyt mała wilgotność powietrza i skorupka popękała…  domowy ser nijak nie można porównać do tego, co serwują nam sklepy.
Ale nie ujmuję serom białym – oj nie nie, koryciński i ser labni (ser z jogurtu) też miał swoje 5 minut w 2019 i na pewno zagości nie raz 🙂

A poza tym wszystkim rok 2019 to rok produkcji probiotycznego: GRZYBKA HERBACIANEGO i KOMBUCHY (napoju powstającego z grzybka), produkcji kefiru z ziarna kefirowego (tzw. GRZYBKA TYBETAŃSKIEGO) oraz kefiru wodnego z ALG JAPOŃSKICH (zwanych kryształkami japońskimi czy też algami morskimi).
E-booki o tych ciekawych probiotykach – o hodowli, stosowaniu i licznych właściwościach pozdrowotnych można pobrać w kameleonowym SKLEPIE. 

Na koniec mały upadek… tak często na stronie Kameleona goszczą ciasta z owocami… ale jedno nie znalazło miejsca… W pędzie robienia ciasta, bez namysłu dorzuciłam winogrona na szybkie ciasto… co okazało się kompletną klapą – przecież winogrona (nasze polskie, które tak kocham w przetworach nalewkach i przede wszystkim prosto z krzaczka) mają bardzo dużo pestek.. Ciasto wylądowało w koszu 😉

2019 to rok również wygranych konkursów, nowej publikacji ale przede wszystkim 3-cim cudownym rokiem bloga.

Mam nadzieję, że kulinarnie 2019 rok był również ciekawy i odkrywczy dla Was.
Życzę aby kolejny – 2020 przyniósł nowe smaki, aromaty i przepisy. Aby obfitował w czas spędzony w kuchni na pichceniu, smażeniu, gotowaniu, duszeniu, siekaniu, przyrządzaniu, pieczeniu i cudownych chwilach spędzonych z najbliższymi przy stole.
Wszystkiego smacznego w 2020 🙂

P.S.
A to niektóre przepisy, które ukazały się w 2019 roku:

P.S.2
Tak dla przypomnienia co zdarzyło się jeszcze “wyjątkowego” w 2019 roku… to kawiarka na suficie:

..wiadomość dla wszystkich użytkowników takich kafeterek – należy uważać jeśli korzystamy z kaw smakowych. Są one olejowane i właśnie to spowodowało, że moja kawiarka wystrzeliła.. w sufit, demolując przy okazji sporą część kuchni, palników, blatu i przedmiotów, które były nieopodal, nie wspominając o dziurze w suficie. To olejowanie powoduje (jeśli faktycznie pijemy sporo kaw smakowych), że zatyka się ta rurka w środku, w której wytwarza się ciśnienie. Jeśli lubicie kawy smakowe – polecam tygielki lub aromaty do kaw, które można dodać (bezpiecznie) po zaparzeniu kawy 🙂

 

2 thoughts on “Kulinarne wzloty i upadki 2019 roku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *